Skip to content Skip to footer

Nieruchomości – nowy początek!

Opublikowano: , w , autor: a.ziernicka

Nieruchomości: nowy początek

To nie będzie tekst o tym, czy metr w górę czy w dół. To będzie tekst o tym, że życie czasem robi „przestaw meble” – a my próbujemy zrobić to z głową.

Końcówka roku to zwykle czas wielkich podsumowań. Internet puchnie od wykresów, prognoz i tytułów w stylu: „Co zrobi rynek w 2026?”. A ja dziś mam inną refleksję. Bo rok 2025, z perspektywy mojej pracy, był… bardzo społeczny. Taki z kategorii: „czy możemy to poukładać, zanim wszystko się rozsypie?”

Powiem Wam szczerze: nigdy nie obsługiwałam tylu par, które się rozchodzą. Ale uwaga – nie opowiem tu o dramatach, płaczu i rzucaniu talerzami (choć talerze czasem w takich historiach lecą, tylko ja ich na szczęście nie łapię). Opowiem o czymś innym: o dojrzałości.

Bo coraz częściej trafiali do mnie ludzie, którzy chcieli nie „wygrać”, tylko nie stracić. Nie tylko pieniędzy, ale też spokoju, relacji z dziećmi, poczucia, że da się rozstać bez demolki – jak w mieszkaniu po remoncie robionym bez folii ochronnej.

Rozstanie to nie zawsze wojna. Czasem to po prostu: „zmieniamy układ”

W 2025 roku słyszałam zaskakująco często zdanie: „Nie chcemy się ranić. Chcemy zamknąć etap i zacząć kolejny.” I w tej jednej frazie jest cała różnica.

Rozmowy dotyczyły tego, jak podzielić majątek tak, żeby nikt nie miał poczucia, że został w drzwiach bez kapci. Czy sprzedać dom. Czy go podzielić. Czy jedno z małżonków przejmuje nieruchomość i spłaca drugie. Jak zrobić to sensownie, a nie „na złość mamie odmrożę sobie uszy”.

To jest bardzo ciekawa zmiana społeczna: mniej „bitwy o każdy metr”, więcej „zróbmy to tak, żeby jutro dało się normalnie żyć”. I ja to naprawdę szanuję.

Nowe potrzeby mieszkaniowe, czyli: kiedy „na zawsze” zmienia się w „na teraz”

Rozstanie zmienia potrzeby szybciej niż inflacja zmienia ceny kawy. Nagle dom, który był marzeniem, jest za duży. Albo zbyt pełen wspomnień. Albo zbyt daleko od szkoły dzieci. A mieszkanie, które kiedyś było „wystarczające”, przestaje działać, bo teraz życie ma inny rytm.

W 2025 roku najczęściej widziałam trzy scenariusze:

  • jedna osoba wybierała mniejsze, funkcjonalne mieszkanie – bo logistyka dzieci + praca + życie to nie jest sport ekstremalny,
  • druga celowała w dom pod miastem – z ogrodem i przestrzenią na restart,
  • coraz częściej padało hasło: „dom do przebudowy” albo „podzielmy to na dwa niezależne miejsca”.

I to nie był rynek zakupów „bo tak”. To był rynek decyzji: przemyślanych, przegadanych, konsultowanych. Czyli – tak, jak ja lubię.

Konsultacje zamiast pochopnych ruchów (czyli: zanim coś podpiszesz, usiądźmy)

Wielu klientów przychodziło do mnie nie po cudowny trik, tylko po rozmowę. Taką normalną. Bez zadęcia. Z pytaniami wprost:

  • „Jakie mam opcje?”
  • „Co będzie bezpieczne?”
  • „Jak nie stracić na emocjach?”

To jest dla mnie ogromnie krzepiące. Bo kiedy ktoś mówi: „chcę to poukładać mądrze”, to ja wiem, że moja praca ma sens. I powiem Wam, że w tym roku to „poukładanie” pochłonęło mnie bez reszty.

Może też dlatego, że jestem w środowisku ludzi, którzy myślą – chodzę na podyplomówkę na UJ, siedzę w grupie z prawnikami, którzy nie zajmują się nieruchomościami, ale są świetni w swoich dziedzinach. I wiecie co? Oni też przychodzili pytać: „A jak to rozwiązać?”. I to mi pokazuje jedno: nieruchomości to temat, który dotyka każdego – prędzej czy później.

Domy z rynku wtórnego: stare mury, nowe historie

Równolegle widziałam drugi bardzo mocny trend: ogromną część domów z rynku wtórnego stanowiły nieruchomości, w których już nikt nie mieszkał. Domy po spadkach, po regulacjach, po przeprowadzkach. Takie, które stały trochę jak książka na półce: niby gotowa, ale czeka, aż ktoś ją w końcu otworzy.

Kto je kupował? Młode rodziny. I to mnie wcale nie dziwi

Najczęściej były to młode rodziny z jednym lub dwójką dzieci. I one wybierały domy z lat 70., 80. i 90. Świadomie. Bo owszem – te domy nie są „młodzieniaszkami”, ale mają coś, czego dziś brakuje jak miejsca parkingowego pod Biedronką w sobotę:

  • dużą powierzchnię,
  • działki po 20–30 arów, a nie „ogród w rozmiarze dywanika”,
  • stare sady, drzewa, cień, zapach jabłek jesienią,
  • i ten luksus, że dzieci mogą być dziećmi, a nie tylko „ładnie wyglądać na zdjęciu”.

To często domy tuż przy granicy Wieliczki, a jednocześnie takie „na końcu świata”. Z ogrodu widać jabłonie. Zimą wystarczy trochę śniegu i dzieciaki mają gdzie jeździć na sankach. Latem można chodzić boso po trawie i nagle przypomnieć sobie, że życie nie musi być wiecznie w biegu.

Przebudowa zamiast wyburzania, czyli: nie wyrzucamy, tylko mądrze przerabiamy

Dużo rozmów dotyczyło przebudów: adaptacji poddaszy, wydzielania niezależnych części, modernizacji pod nowe potrzeby. I dobrze. Bo to jest w sumie piękna metafora: czasem nie trzeba burzyć wszystkiego, żeby zacząć od nowa. Czasem wystarczy przestawić ściany tam, gdzie trzeba – i już da się oddychać.

Zaufanie – największa waluta 2025

W 2025 roku dostałam od klientów coś, co jest cenniejsze niż najlepszy lead: zaufanie. Przychodzili do mnie nie po „załatwienie”, tylko po to, żebym towarzyszyła w decyzjach. Żebym pomogła poukładać scenariusze. Żebym powiedziała: „Tu uważaj, tu się zabezpiecz, tu nie rób tego na skróty”.

I powiem Wam, że pierwszy raz od dawna miałam takie poczucie: jestem dokładnie tam, gdzie mam być.

Życzenia na 2026: mniej ciszy, więcej rozmów

Na koniec życzę Wam bardzo konkretnie:

Nie traćcie kontaktu. Z partnerem, z rodziną, z samym sobą. Bo najgorsze rzeczy dzieją się wtedy, gdy zamiast rozmowy jest milczenie, zamiast prawdy jest udawanie, a zamiast decyzji jest tkwienie.

Jeśli czujecie, że odpływacie – skonsultujcie się. Z kimś mądrym. Z kimś, kto pomoże spojrzeć trzeźwo. Czasem wystarczy jedna rozmowa, żeby nie popełnić kosztownego błędu.

Niech 2026 rok będzie spokojniejszy, bardziej wyważony, bardziej „kaloryczny” w dobre wybory. I niech każda decyzja – mieszkaniowa i życiowa – będzie krokiem do przodu.

Dziękuję za zaufanie.
Do zobaczenia w 2026 roku.